Moja wypowiedź w wortalu Trójmiasto.pl
Po artykule Gazety Wyborczej o tym jak Katowice przedstawiły dane dotyczące dużych oszczędności swojego Magistratu poprzez wykorzystywanie pakietu biurowego OpenOffice, pojawił się interesujący artykuł w wortalu Trójmiasto.pl. O artykule dotyczącym Magistratu w Katowicach pisałem we wcześniejszej wypowiedzi 25 lutego br. Okazuje się, że temat wykorzystywania otwartych standardów oraz wolnego i otwartego oprogramowania jest zdecydowanie częściej poruszany. To dobrze. Jednakże do pełnego zrozumienia tematu przez zwykłego człowieka, również przez redaktorów piszących teksty, jeszcze długa droga. Mam nadzieję, że moja działalność jak też działalność zwolenników “wolnomyślicielstwa informatycznego”, a także różnych organizacji, przyczyni się do pełnego zrozumienia czym w istocie są interoperacyjność, otwarty standard czy wolne i otwarte oprogramowanie.
Jakkolwiek mimo drobnych nieścisłości które w artykule zaistniały, uważam go za dobry. Podejmuje żywy od jakiegoś czasu temat informatyzacji instytucji publicznych umożliwiający kontakt obywatela czy przedsiębiorców z administracją – a to już sukces.
W artykule z 26 lutego 2008 r. na łamach wortalu Trójmiasto.pl dowiadujemy się, że Trójmiejscy urzędnicy sponsorują Microsoft oraz że wbrew zaleceniom unijnym trójmiejskie instytucje nadal korzystają z płatnego oprogramowania biurowego a podatnicy płacą za to setki tysięcy złotych.
- Typowym oprogramowaniem biurowym w naszym urzędzie jest Microsoft Office – mówi Piotr Wojczys, dyrektor biura informatyki Urzędu Miejskiego w Gdańsku. – Pojedyncze stanowiska posiadają oprogramowanie z programem Open Office, głównie po to, by mieć dostęp do materiałów dostarczonych do UMG w innej formie niż typowa dla MS Office. Jednak na wszystkich furtkach internetowych, czyli łącznie 24 stanowiskach, w pełni wykorzystywane jest oprogramowanie open office – dodaje.
Dowiadujemy się również, że Urząd Miasta Sopotu także najchętniej korzysta w pakietów Microsoft Office, które jak wyjaśniają urzędnicy, kupowane są po korzystnej cenie. Dodatkowo każdy nowy komputer kupowany jest z licencjonowanym oprogramowaniem.
To samo dotyczy się Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego gdzie w większości wykorzystywane jest licencjonowane oprogramowanie.
Pojawiła się w artykule również moja wypowiedź, której niestety nie autoryzowałem:
- Pakiet Open Office najpełniej realizuje założenia tzw. interoperacyjności, bo nie zmusza obywatela do instalowania płatnych programów – tłumaczy Rafał Brzychcy, prezes zarządu poznańskiej Fundacji Wolnego i Otwartego Oprogramowania, która propaguje podobne rozwiązania w Polsce. – Zaproponowaliśmy już spotkanie informacyjne poznańskim urzędnikom. Wyjaśnimy im jakie są zalety stosowania otwartych standardów, czyli oprogramowania dostępnego za darmo – dodaje.
Otóż chciałbym sprostować moja wypowiedź.
Interoperacyjność nie oznacza zmuszania do instalowania płatnych programów. Oznacza możliwość współdziałania z innymi programami oraz wyboru pomiędzy kilkoma rozwiązaniami. Bardziej szczegółowo interoperacyjność można określić jako zdolność systemów informatycznych i procesów biznesowych przez nie wspieranych do wymiany danych i wspierania udostępniania informacji i wiedzy. Zatem zadania interoperacyjności mogą również realizować programy na licencjach własnościowych gdzie kod programu jest zamknięty. Program taki może być płatny.
Stosowanie otwartych standardów nie oznacza oprogramowania za darmo. Bardzo często podkreślam to w swoich wypowiedziach. Otwarty standard to taki, na podstawie którego np. dane instytucje, powiedzmy w krajach Unii Europejskiej, zgodziły się wymieniać dokumentami np. tekstowymi.
W Polsce zwykło się przyjmować, że otwarty standard to taki, który spełnia poniższe kryteria:
- jest przyjęty i zarządzany przez niedochodową organizację, a jego rozwój odbywa się w drodze otwartego procesu podejmowania decyzji (konsensusu, większości głosów, itp.), w którym mogą uczestniczyć wszyscy zainteresowani,
- jest opublikowany, a jego specyfikacja jest dostępna dla wszystkich zainteresowanych bezpłatnie lub po kosztach sporządzenia kopii oraz możliwa dla wszystkich do kopiowania, dystrybuowania i używania również bezpłatnie lub po kosztach operacyjnych,
- wszelkie związane z nim prawa autorskie, patenty i inna własność przemysłowa są nieodwołalnie udostępnione bez opłat,
- nie ma żadnych ograniczeń w jego wykorzystaniu.
Jednak moim osobistym zdaniem najpełniej założenia interoperacyności a przede wszystkim otwartych standardów spełnia wolne i otwarte oprogramowanie. Takim oprogramowaniem jest np. popularny i w niczym nie ustępujący komercyjnym rozwiązaniom – OpenOffice.
Czy zatem OpenOffice a także ogólnie wolne i otwarte oprogramowanie jest darmowe?
Tak, może być ale nie musi.
Zatem obywatel może zdecydować czy stać go na opłaty wdrożeniowe lub wsparcie techniczne dla oprogramowania czy nie. Jeśli go nie stać, lub sam potrafi wspierać technicznie zainstalowane przez siebie oprogramowanie, nie musi wydawać pieniędzy żeby z niego sprawnie korzystać. Może rozwiązać bieżący problem z użytkowaniem danego programu wpisując odpowiednie hasło do wyszukiwarki internetowej. Ale czy np. OpenOffice sprawia więcej problemów i rodzi więcej pytań związanych z jego wykorzystywaniem niż np. Microsoft Office? Odpowiedź brzmi – nie, nie sprawia.
Jednak należy podkreślić, że wolne i otwarte oprogramowanie leży w zakresie zainteresowań dużego biznesu. Oprogramowanie oferowane przez firmy, które nadal jest na liberalnych licencjach np. GPL, może kosztować. W tym przypadku nie pobiera się opłaty za licencję a jedynie za wspomniane wdrożenie, nośnik danych czy wsparcie techniczne. Osobiście taki model biznesowy uważam za kolejny krok do rozwoju gospodarczego i technologicznego. Taki model właśnie promuję. Pozwala on na demonopolizację rynku IT oraz zmusza firmy do konkurencji nie cenowej a jakościowej.
Tak więc wolne i otwarte oprogramowanie daje nam wybór. Sami ustalamy, czy chcemy za takie oprogramowanie zapłacić.
Odnosząc się do opisywanego tematu wykorzystywania otwartych standardów oraz przede wszystkim wolnego i otwartego oprogramowania zapytać można – co za tym idzie? Przede wszystkim usprawnienie komunikacji pomiędzy administracją a obywatelem czy przedsiębiorstwami oraz ograniczenie wykluczenia cyfrowego wszystkich tych, którzy nie chcą korzystać z oprogramowania własnościowego i zamkniętego lub nie stać ich na opłaty licencyjne.
Dlatego właśnie tak ważne jest, aby administracja nie zmuszała nikogo do tego jaki system operacyjny obywatel ma zainstalować we własnym domu czy jakich programów ma używać, żeby np. czytać urzędowe pisma. Ważne jest też to, aby przedsiębiorstwa nie były zmuszane do kupowania rozwiązań poprzez które mogą się z daną jednostką administracyjną komunikować – np. żeby przesłać deklarację do ZUS należy kupić system operacyjny Windows i zainstalować na nim program Płatnik.
Cała zatem komunikacja administracji państwowej powinna opierać się na rozwiązaniach realizujących otwarte standardy, tzn. takich które są wspólnie ustalone, a dodatkowo według mnie w dużej mierze na wolnym i otwartym oprogramowaniu. Dlaczego? Właśnie po o to, aby każdy obywatel niezależnie od swojego wyboru czy zasobu portfela, niezależnie na jakim programie przeznaczonym np. do czytania dokumentów pracuje, niezależnie jakiego systemu operacyjnego używa – mógł otworzyć czy przekazać urzędowi dokument w tej samej postaci w jakiej został utworzony.
[...] Rafał Brzychcy Blog « Moja wypowiedź w wortalu Trójmiasto.pl [...]
08.03.08 || o godzinie 2:51 przed południem[...] Na łamach wortalu Trójmiasto ukazał się o tym duży artykuł o którym wspominałem 26 lutego oraz 7 marca [...]
08.03.08 || o godzinie 3:41 przed południem